Nowe i nie-nowe produkty na rynku, czyli „ale to już było”. Wstęp do analizy rynku.

0 napisany przez Magdalena Krempel, 01 czerwca 2017

Choć na co dzień bliższe są mi media społecznościowe, to jednak postanowiłam przemierzyć nieco odmienne rejony. Tym razem scenariusz napisało życie, a właściwie to klienci, którzy coraz częściej zgłaszali się do nas w celu promowania ich produktów/usług nowo wprowadzonych na rynek polski lub zagraniczny. Dlaczego to wcale nie jest takie proste? Sprawdźcie sami.

Wyobraź sobie (nie)codzienną sytuację, w której udajesz się na zakupy. Przedzierasz się między sklepowymi półkami i zapełniasz swój koszyk. O, właśnie się zgubiłeś, bo po raz kolejny w Twoim ulubionym markecie zmieniono rozmieszczenie poszczególnych produktów. Też tak mam, nie przejmuj się! Kroczysz dalej i być może obok krzyczących naklejek z napisem “PROMOCJA-SUPER-HIPER-OKAZJA” zauważysz także informacje o tym, że dany asortyment to “NOWOŚĆ”. Nie wiem jak Ty, ja często widzę oznaczenie, że coś ma etykietę “nowe”.

Częstokroć odnosimy wrażenie, że na rynku jak grzyby po deszczu pojawiają się nowe marki, produkty czy też usługi. Czy jednak na pewno tak jest? Niekoniecznie. Powstają różnego rodzaju odmiany/wersje, które są nam przedstawiane jako rewolucyjne i odkrywcze. Nie zapominajmy jednak, że Amerykę można odkryć tylko raz.

Mam produkt i nie zawaham się go promować

Do 4People trafiają różni klienci. Tacy, którzy są znani w branży od lat, raczkujący na rynku lub też zupełnie nowi, którzy dopiero realizują swoje pomysły. Każdy z nich szuka marketingowego wsparcia. Grupą, której poświęcić chciałabym więcej uwagi są osoby z pomysłem!

Co mam na myśli? Trafia do nas klient, przedstawia swój produkt i prosi o wsparcie marketingowe. Cel jest prosty: konwersja – sprzedaż – pieniądze – rozwój. Świetnie, bierzemy się do analizy rynku. Sprawdzamy, wertujemy, wyszukujemy i… Wiele razy zdarzyło się tak, że po tej krótkiej analizie stanu obecnego, nasuwał się wniosek, że nawet wsparcie marketingowe nie wpłynie korzystnie na konwersję.

Tutaj tkwi szkopuł. Trafia do nas klient z gotowym produktem (usługą), który nie zawsze odpowiada na potrzeby rynku lub po prostu najzwyczajniej w świecie nie jest innowacyjny, odkrywczy, nie ma efektu wow. Zdarza się i tak, że klient na pomysł wpadł zbyt późno, a czasy prosperity uznać należy za minione.

Mamy tezę, musimy ją udowodnić

A mówiąc prościej, mamy produkt i musimy go sprzedać. Zanim jednak ruszymy na podbój rynku, dobrze jest zbadać grunt. To naprawdę ważne, bo czasem (a właściwie to często) jesteśmy nazbyt optymistycznie nastawieni do autorskich pomysłów. Bezkrytyczne podejście może okazać się zgubne i wiązać się ze stratami finansowymi.

Nie jeden raz miałam już do czynienia z firmami czy markami, które oczekiwały rewolucyjnych efektów poprzez inwestowanie w marketing. Świetnie! Gimme more! Diabeł jak wiadomo tkwi w szczegółach i bardzo szybko dochodziłam do wniosku, że ten “nowy” produkt to tak naprawdę np. replika dziesięciu innych, dostępnych już od lat na rynku.

Częstokroć brakuje także:
– poparcia, autorytetu związanego z produktem,
– badań potwierdzających jego skuteczność,
– innowacyjnej formuły,
– społecznych wartości,
– idei,
– biznes planu,
– budżetu na realizację zamierzonych celów.

Niekiedy trudnością okazuje się także budżet przeznaczony na działania marketingowe. W tym przypadku „mniej”, wcale nie oznacza „więcej” (nawiązanie do „less is more”).

Sukces pisany szminką

Na sklepowych półkach produktów jest naprawdę wiele. Nie sposób zliczyć przeciwzmarszczkowych kremów czy też suplementów diety. Firmy prześcigają się i nadużywają stwierdzeń: rewolucyjna formuła, gwarancja satysfakcji, innowacyjny skład. Nie wspomnę już o obietnicach bez pokrycia typu: “zmarszczki będą wygładzone” lub nawet “zmarszczki znikną” – jedyne co może bardzo szybko się ulotnić, to Twoje pieniądze.

Suplementów diety na rynku również jest ogrom, a wciąż powstają nowe. Szczególnie te, związane ze zdrowiem i urodą. Grupą odbiorców są zazwyczaj kobiety, choć powoli trend zaczyna pochłaniać także panów.

Pierwszy z brzegu przykład – ViVita. Sygnowany nazwiskiem Ewy Chodakowskiej. Choć wiele osób utożsamia go z odchudzaniem, ma on jednak zupełnie inne właściwości. Wiele kobiet jest żywo zainteresowanych produktem, choć pierwsze wzmianki o nim pojawiły się dopiero w kwietniu 2017 r. Czy ta popularność związana jest z fenomenalnym składem? Być może, nie oceniam. Sądzę jednak, że tak naprawdę koniem pociągowym (porównanie zupełnie przypadkowe!) jest tutaj Ewka, która od paru dobrych lat rusza nasze szanowne cztery litery z kanapy. Ma zaangażowaną grupę odbiorców, która każdego dnia pozostawia setki komentarzy i lajków na jej fan page’u.

Czy każdy może liczyć na taki sukces? Oczywiście, że nie. Dlatego też…

Mówię: sprawdzam!

Zanim zakasamy rękawy i weźmiemy się za realizację naszego planu, zatrzymajmy się na chwilę i oddajmy się zadumie. Nie, nie nad losem ludzkości (choć to także istotny element), ale nad tym, czy rynek tak naprawdę potrzebuje naszego pomysłu.

Wielu klientów, którzy do nas trafili z gotowym już pomysłem, nie wzięli pod uwagę, że ich produkt tak naprawdę wyróżnia jedynie nazwa lub też rynek jest przesycony usługami w danej dziedzinie/branży. Tutaj, jak się okazuje, sprawa wcale nie jest tak prosta jak mogłoby się wydawać. Wielokrotnie klienci przedstawiając swój produktów twierdzili, że takowego na rynku nie ma, jest on jedyny w swoim rodzaju. Jeśli akurat dana branża nie była mi bliska, podejmowałam się pogłębionej analizy. Wujek Google podpowiadał kolejne fora internetowe, portale czy też kanały mediów społecznościowych, w których pojawiał się… bardzo podobny, wręcz bliźniaczy produkt, z którym trafił do nas klient. Mało tego, funkcjonuje on od lat, a jego skuteczność była dużo większa kilka lat temu aniżeli obecnie. Podobnie rzecz miała się z wyszukiwanymi frazami. Trendy Google’a były równie bezlitosne.

Ale to już było…

… i nie wróci więcej – chciałoby się zanucić za Marylą Rodowicz. Częstokroć wpadamy na pomysł, który już został zrealizowany. Szukamy więc własnej niszy, nie zawsze jednak mając świadomość, że czas hossy już minął. Po wielokroć miałam do czynienia z klientami, którzy swój moment, delikatnie rzecz ujmując, przespali. Nawet jeśli pomysł uznać można było za dobry, to wchodzenie z projektem na rynek okazywało się (po analizie) kosztowne i bez gwarancji zwrotu z inwestycji.

Rynek zmienia się dynamicznie, dlatego musimy równie szybko reagować na jego potrzeby. Ten wyścig to nie zwykły bieg. Bliżej mu do sprintu. Z przeszkodami.

Dodatkowo nie możemy żyć przeszłością, a kierować rozwiązania na przyszłość. Powrót do tego, co było w latach dwutysięcznych? Można, ale czy warto? Innowacje powinny być zorientowane na rozwikłanie trudności, z którymi borykamy się tu i teraz lub możemy mieć z nimi do czynienia już wkrótce, a nie 10 lat temu.

Analiza rynku, czyli mądry Polak przed szkodą

Masz głowę pełną pomysłów i budżet, który jesteś w stanie przeznaczyć na stworzenie własnego biznesu? Świetnie, lubimy osoby kreatywne i z pasją! Pamiętaj jednak, że to, co Tobie wydaje się genialnym rozwiązaniem, mogło stracić swoją aktualność kilka lat temu. Bądź też rozwiązanie, które zaproponowałeś, ktoś właśnie wdraża na rynek. Zanim zainwestujesz krocie, postaw na analizę rynku. Pozwoli Ci ona na zorientowanie się w tym, co aktualnie dzieje się w Polsce i na świecie w branży, w której chcesz działać lub już działasz. W naszej agencji marketingowej stawiamy na pogłębioną, wielokanałową analizę stanu obecnego i prognozę stanu przyszłego. Podpowiemy Ci, czy i dlaczego warto (lub też nie) inwestować w danym produkt/usługę. Zarekomendujemy także minimalne budżety, które pozwolą Ci na efektywne wykorzystanie potencjału.

Zapowiedzi

Ten artykuł to zaledwie prolog. W kolejnej jego odsłonie dowiecie się, w jaki sposób analizować rynek i jakie aspekty wziąć pod uwagę, by inwestować mądrze i z głową. Wskażę także na kanały komunikacji, które zawsze warto wykorzystać w promowaniu nowego produktu/usługi/marki. Nie pozostaje mi nic innego jak napisać: do zobaczenia (i przeczytania!).

O autorze:

Magdalena Krempel

Content & Social Media Manager w 4People. Lubi łączyć przyjemne z pożytecznym, dlatego wybrała pracę w branży, którą uwielbia ponad wszystko. Wychodzi z założenia, że jeśli można rozwijać swoje pasje i łączyć to z pracą zawodową... trzeba to robić! Dla klientów tworzy zintegrowane strategie obecności marek w social media. Jest odpowiedzialna za to, co pojawia się w poszczególnych kanałach komunikacji i z powodzeniem zwiększa konwersje z kampanii reklamowych. Z wykształcenia socjolog i politolog.

Komentarze

Marketing dla ludzi
Zapisz się do newslettera!
Zdobywaj wiedzę! Co dwa tygodnie otrzymasz najciekawsze artykuły na swoją skrzynkę e-mail!
...i dołącz do ponad 600 subskrybentów!
Marketing dla ludzi
Trzymaj rękę na e-pulsie!
Zapisz się do newslettera, a co dwa tygodnie otrzymasz najciekawsze artykuły na swoją skrzynkę e-mail!
...i dołącz do ponad 600 subskrybentów!
Marketing dla ludzi
Otrzymuj najświeższe newsy!
Zapisz się do newslettera, a co dwa tygodnie otrzymasz najciekawsze artykuły na swoją skrzynkę e-mail!
...i dołącz do ponad 600 subskrybentów!
Marketing dla ludzi
Trzymaj rękę na e-pulsie!
Zapisz się do newslettera, a co dwa tygodnie
otrzymasz najciekawsze artykuły na swoją skrzynkę e-mail!
...i dołącz do ponad 600 subskrybentów!
Marketing dla ludzi
Trzymaj rękę na
Zapisz się do newslettera, a co dwa tygodnie otrzymasz najciekawsze artykuły na swoją
skrzynkę e-mail!
...i dołącz do ponad 600 subskrybentów!
e-pulsie!