Bojkot Facebooka – news czy fakenews?

0 napisany przez Magdalena Krempel, 12 kwietnia 2018

Przesłuchanie Marka Zuckerberga w amerykańskim Kongresie stało się wydarzeniem na skalę międzynarodową. Nic dziwnego, relację live oglądano (oraz komentowano!) praktycznie na całym świecie. Zapewne dyskusje nie ucichną i jeszcze kilka razy będziemy mieć do czynienia z kolejnymi „smaczkami” związanymi z działaniem Facebooka. 

W artykule chciałabym poruszyć kilka kwestii związanych z tym, w jaki sposób sami użytkownicy starają się chronić swoje dane osoby czy też na ile jest to możliwe. Daleka jestem od oceniania tego, jak zaprezentował się Zuckerberg w Kongresie. Zapewne dlatego, że i tak mogę podziwiać jego opanowanie. Większość pewnie uciekłaby z płaczem/krzykiem/histerią/niepotrzebne skreślić.

11 kwietnia – dzień, który nie zmienił nic

Podobno 11 kwietnia 2018 roku miał być dniem bojkotu Facebooka, ale także Messengera czy Instagrama. Gdybym nie przeczytała o tym na jednym z portali, pewnie do dziś nie byłabym tego świadoma. Zapewne jak większość z Was, aktywnych (mniej lub bardziej) użytkowników mediów społecznościowych.

Co ciekawe, inicjatorzy akcji nie namawiali do usunięcia konta, a jedynie do nie logowania się w ciągu 24 godzin w aplikacjach. Czy to może mieć realny wpływ i zaważyć na tym, co wydarzy się w ramach Facebooka? Według mnie, szanse są nikłe. Wiele osób nie wyobraża sobie dnia bez korzystania z najpopularniejszych social mediów, choć zaryzykowałabym, że często odcięcie się od nich na kilka godzin bywa nie lada wyczynem!

Być może ten jeden dzień miał być po prostu symboliczny, dla mnie nieco groteskowy (szczególnie, że miał swój własny hashtag #faceblock), ale chętnie poznam Wasze zdanie w tej kwestii.

PS: akcje Facebooka wzrosły o 4,5% we wtorek (10 kwietnia) i 1,57% w środę (11 kwietnia).

Cambridge Analytica – wiedzieć zbyt wiele

Dyskusja o danych, ich prywatności i pozostałych niuansach, w ogóle nie miałaby miejsca gdyby nie skandal związany z Cambridge Analytica. Początkowo wspominano, że nie udało się ochronić danych ok. 30 mln osób, obecnie mówi się o ok. 87 mln. Liczby robią wrażenie! Tym bardziej, że wśród „pechowców” znaleźli się także Polacy.

Wszystkiemu winna jest aplikacja „This Is Your Digital Life”, którą według statystyk pobrało ok. 270-300 tys. osób. Jak to się stało, że pozyskano znacznie (znacznie, znacznie, znacznie!) więcej danych? Otóż aplikacja poza danymi osoby, która ją zainstalowała, pozyskiwała informacje o jej znajomych. Stąd więc machina mocno się rozpędziła.

Początkowo wskazywano, że dane pozyskiwane są w celach naukowych (rozwiązywaliśmy quiz), jednak zostały… sprzedane. Trafiły w ręce firmy Strategic Communication Laboratories, która stoi za Cambridge Analytica. Tutaj pojawia się kontrowersja, bo CA miał pracować dla sztabu Donalda Trumpa. Mówi się, że danymi interesowały się także rosyjskie podmioty.

Czy Twoje dane dostały się w niepowołane ręce? Sprawdzisz tutaj >>> klik. Facebook po ujawnieniu afery doszedł do wniosku, że obowiązkiem jest poinformowanie użytkowników o tym, że ich dane zostały przechwycone.

Ile wie o nas Mark?

Pobierając aplikację, rejestrując się i tworząc profil na Facebooku, odkrywasz wiele kart. Wielu użytkowników kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, ile wie o nich portal. Choć czasem mam wrażenie, że Mark nie musi pytać, bo użytkownicy sami udzielają multum interesujących informacji o sobie – kiedy jeżdżą na wakacje, dokąd, z kim, gdzie wykupili wycieczkę, jaką nieruchomość sprzedają, jakie prezenty dostali. Nie jest trudno znaleźć profile osób, których nie znamy, a upubliczniają praktycznie wszystko. Zdjęcia dzieci, biżuterii, samochodów, wnętrza domów, wszystkie zameldowania. To tworzy nam obraz osoby, jej rodziny i bliskich. Gratka dla nieprzychylnych osób lub też po prostu dla złodziei, którzy chętnie wykorzystają moment, w którym akurat nie ma nikogo w domu, a w garażu stoi luksusowy samochód (przecież Pan X pochwalił się nim na fejsie dwa tygodnie temu).

Czy wiesz, że możesz pobrać swoje archiwum? Znajdują się w nim takie elementy jak:

– udostępnione posty, zdjęcia, filmy,
– wiadomości i rozmowy na czacie,
– informacje uzupełnione na profilu,

oraz inne informacje, które udało się zebrać Facebookowi. Jeśli jesteś ciekaw jakie to:

– zaloguj się na swój profil,
– wejdź w Ustawienia,
– w sekcji Ogólne, u dołu, znajdziesz opcję do pobrania archiwum.

Zostanie ono przesłane na Twój adres mailowy powiązany z profilem. Sprawdź, choćby z czystej ciekawości!

PS: Sama sprawdziłam, znalazłam dosłownie WSZYSTKO. Zdjęcia, GIFy, filmiki, konwersacje (nawet te usunięte), osoby, których zaproszenia do znajomych nie przyjęłam, zmiany statusów etc. etc. etc. Kopalnia wiedzy i… w sumie śmiechu. Dopóty, dopóki nie uświadomisz sobie tego, że… ONI NADAL WIEDZĄ!mem facebook inwigilacja

Na podsłuchu

Kszzz… kszzz… prosimy o nieregulowanie odbiorników! Od dłuższego czasu zauważamy, że wszystko to, co pojawia się w naszych rozmowach, ma swoje przełożenie na to, co widzimy na Facebooku. Choć brzmi to zawile, chodzi głównie o to, że instalując Facebooka czy Messengera, dajemy mu dostęp do naprawdę wielu danych znajdujących się na naszym telefonie. Zdjęcia (jeśli nie jesteście świntuszkami :)) to pikuś! Numery telefonów, adresy e-mail, a także… rozmowy. Czy aplikacje mają dostęp do mikrofonu? Jeśli tak, to niech nie zdziwi Cię, że Facebook wie więcej niż myślisz!

W teorii, dane te miały być wykorzystywane do łatwiejszego korzystania z serwisu, ale także do tego, by można było otrzymać rekomendacje znajomych, którzy już na Facebooku mieli założone konto. I w teorii brzmi to świetnie, ale praktyka pokazuje, że wykorzystywane jest to zapewne także w innych celach.

Czy rozmawialiście o Aleksandrze i Julii? Pytanie wydawać się może oderwane od rzeczywistości, jak jednak wytłumaczyć, że rozmowa o koncie założonym na imię Aleksander oraz o córce koleżanki – Julii zakończyła się na… reklamie na Facebooku? Około 10 minut po zakończeniu wątku z imionami, w aktualnościach ukazała się reklama z bransoletkami dziecięcymi (coś a’la Lilou) z napisem: Aleksander oraz Julia. Przypadek? Nie sądzę.

Przykładów można mnożyć multum, a intensywność tego typu „personalizacji” zaczyna być uciążliwa. Aplikacje wyłapują tylko pojedyncze słowa, często zupełnie błędnie je interpretując.

Małe wielkie kroki

Nie ma tutaj co ukrywać, Facebook znalazł się w chwilowych opałach. Dlatego też już teraz zablokował możliwość wyszukiwania osób po ich numerze telefonu lub adresie mailowym. Do tej pory ułatwiało nam to poszukiwanie znajomych czy bliskich jeśli w Polsce pojawiało się np. kilka lub kilkanaście (a i kilkadziesiąt!) osób o tym samym imieniu i nazwisku.

Afera Cambridge Analytica rozpoczęła się tak naprawdę od aplikacji, która instalowana na telefonach, miała dostęp do naszych danych. Obecnie, „Facebook chce wprowadzić m.in. pełne audyty aplikacji pod kątem „niepożądanej bądź podejrzanej aktywności względem użytkowników”, a także usunąć z platformy aplikacje, które dokonywały nadużyć w kwestii danych. Firma powiadomi przy tym użytkowników, których dane mogły zostać pozyskane i wykorzystane w sprzeczności z regulaminem platformy.”[1] 

Dlatego też, obecnie wyłączono dostęp do platformy nowym aplikacjom zewnętrznym. Na jak długo? Tego jeszcze nie wiadomo, ale zapewne potrwa to tyle, ile będzie potrzeba, by zapewnić większe bezpieczeństwo użytkownikom.

Zuckerberg chyba też ma świadomość tego, że Facebook chwilami wydaje się być dziurawy niczym szwajcarski ser. Dlatego też powstał pomysł, by to użytkownicy pomogli w wykrywaniu luk i błędów. Program „Data Abuse Bounty” wystartował! Przy okazji odkrywania kolejnych niedociągnięć, ich odkrywcy będą otrzymywali wynagrodzenie. Wszak przyczynią się do dobra naprawdę pokaźnej rzeszy osób na całym świecie.

Bojkot Facebooka

Czy po odejściu z Facebooka Elona Muska (oraz SpaceX i Tesli) oraz zaprzestaniu wykupowania reklam przez Mozillę, naprawdę możemy wieszczyć, że i użytkownicy porzucą aplikację? Jestem przekonana, że nie. Po pierwsze, alternatywy jeśli chodzi o popularność, możliwości, rozwój usług tak naprawdę nie ma. Jesteś na Instagramie? Świetnie, ale to wciąż „Facebook”.

Po drugie, afera trafiła tylko do świadomości ludzi, którzy są zainteresowani chronieniem danych osobowych. Większość z nas rozpowszechnia dane na prawo i lewo. Klikamy w zgody marketingowe, bierzemy udział w konkursach niewiadomego pochodzenia, nasze dane przemieszczają się od jednego do drugiego podmiotu. W efekcie otrzymujemy multum SPAMu na skrzynki pocztowe, okazuje się, że zapisaliśmy się do miliona newsletterów i generalnie możemy zapytać raczej o to, gdzie nie ma naszych danych, aniżeli gdzie one już są.

Czy przejmujemy się jeszcze swoją prywatnością i ochroną danych? Mam wrażenie, że coraz mniej. Udostępniamy zdjęcia swoich dowodów osobistych, kart kredytowych, podajemy swoje dane nieznajomym, logujemy się na portalach randkowych, w których można wyszukać nas po lokalizacji (hej Tomek, jesteś tylko 5 km ode mnie!). W dobie mediów społecznościowych i jak dla mnie permanentnej inwigilacji (choć może to nieodpowiednie słowo), ochrona danych przypomina nam się dopiero w momencie, gdy dzieje nam się krzywda, zostajemy okradzeni, ktoś się pod nas podszywa.

Rozpowszechnianie informacji i możliwość śledzenia życia i poczynań innych ma swoje plusy i minusy. Ważne by w tej karuzeli z danymi nie wypaść i nie potłuc sobie czterech liter.


1. Źródło: Businessinsider.com.pl

O autorze:

Magdalena Krempel

Content & Social Media Manager w 4People. Lubi łączyć przyjemne z pożytecznym, dlatego wybrała pracę w branży, którą uwielbia ponad wszystko. Wychodzi z założenia, że jeśli można rozwijać swoje pasje i łączyć to z pracą zawodową... trzeba to robić! Dla klientów tworzy zintegrowane strategie obecności marek w social media. Jest odpowiedzialna za to, co pojawia się w poszczególnych kanałach komunikacji i z powodzeniem zwiększa konwersje z kampanii reklamowych. Z wykształcenia socjolog i politolog.

Komentarze